Bob Ebeling dorastał w latach 70., ucząc się grać na perkusji do płyt Beatlesów i ELO. W końcu zajął się gitarą, orkiestracją, inżynierią dźwięku i produkcją. W 1993 roku współzałożył Ebeling Hughes, pierwotną psychodeliczną inkantację eksperymentalną, która nadal tchnie smoczym ogniem. W 1997 roku współzałożył Rustbelt Studios w Detroit, mekkę rock and rolla na mapie Środkowego Zachodu, która istnieje do dziś. Jego dotyk dźwiękowy rozprzestrzenił się i wkrótce zdobywał kredyty albumowe, w tym dla Rufusa Wainwrighta, Eminema, Remy Zero, Dead Meadow i innych. W 2002 roku założył Downtown, pseudo-zespół, aby uruchomić swój ciemniejszy nowoczesny narco-rock. To zabrało go do Anglii, gdzie współprodukował swój debiutancki LP z Floodem i Alanem Moulderem, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych dopracowywał materiał z Paulem Logusem. Mieszkając w Nowym Jorku przez 5 lat, kontynuował pracę jako niezależny inżynier i miksował. W 2007 roku przeniósł się do Wirginii, gdzie otworzył Revolution Studios – nazwa pochodzi od lokalizacji blisko historycznych pól bitew Yorktown. Miłośnik sprzętu vintage i tonów vintage, Bob jest mistrzem studia i fajnych dźwięków. Perkusja jest retro, gitary są przesterowane i przepuszczane przez Supro, symfoniczne orkiestracje w stylu Mellotronów, duże wokale vintage, zgrabne manewry elektroniczne i kompresja lampowa to tylko początek jego specjalności. Równie dobrze czuje się w pisaniu nieziemskich melodii, jak i w układaniu wokali z kolejnym hip-hopowym twórcą, Ebeling jest swego rodzaju czarodziejem… czarodziejem muzycznym. Jeśli rzuci zaklęcie, na pewno zabrzmi ono przez czas.
Założyciel GIK Acoustics Glenn Kuras usiadł z Bobem Ebelingiem w 2009 roku, aby poznać jego wgląd w nagrywanie i biznes muzyczny.
Glenn: Byłeś wszędzie w swoich rolach w branży muzycznej, czym się teraz zajmujesz?
Bob: Tak, to była interesująca podróż i balansowanie. Myślę, że część dotycząca równowagi to coś, w czym się poprawiasz z czasem w każdej dziedzinie. Zacząłem jako multiinstrumentalista, inżynier dźwięku, współautor i producent. To było bardzo stresujące, próbując ustawić brzmienie perkusji, podczas gdy gitarzysta po raz pierwszy w życiu uderzał w bębny. Próba miksowania, gdy twój mózg piszący wciąż jest w drodze. Myślę, że z tego powodu miałem wzloty i upadki. Kiedy moje pragnienie pisania było przytłaczające, musiałem wyznaczyć pewne granice. Teraz znalazłem znacznie lepsze sposoby na zrównoważenie wszystkich ról i postawienie swojego zdrowia psychicznego na pierwszym miejscu. Naprawdę staram się ograniczyć do jednej roli naraz, a jeśli czuję się komfortowo, mogę to trochę rozciągnąć.
Glenn: Opowiedz mi o nowym studiu.
Bob: W chwili obecnej to przyjemne pomieszczenie kontrolne, ponieważ 75% czasu spędzam na miksowaniu lub naprawianiu, a także duża kabina wokalna do nagrywania. Nacisk kładziony jest na świetny sprzęt i możliwość wykonywania tej samej pracy, którą mogłem wykonywać w Chung King, ale bez kredytu hipotecznego na SSL. To dobrze wyposażone studio Pro Tools. Wybór mikrofonów wokalnych, przedwzmacniaczy i kompresorów – wszystko na froncie jest zorientowane na wokale, a wybór mixdown i mix buss EQ i kompresorów. Jestem dobrze przystosowany dla artystów, którzy muszą dokończyć swoje nagrania. Wiele osób bierze to teraz na siebie, ale gdy dochodzą do pewnego momentu, są zablokowani. To komfortowe miejsce, aby dokończyć to, co zaczęli, uzyskać tę samą jakość, jaką mieliby w dużym studiu, ale nie zbankrutować.
Glenn: Jaki sprzęt jest dla Ciebie niezbędny?
Bob: Zawsze myślę o tym jak o łańcuchach. Świetny mikrofon, świetny przedwzmacniacz, dobry kompresor, świetna konwersja, wszystko do ProTools. Utrzymuj 3 lub 4 świetne łańcuchy w ruchu przez cały czas. To różnica w oferowaniu lepszych stawek klientom, którzy nie potrzebują 40-kanałowego Neve. Dziewięćdziesiąt procent czasu używasz jednego lub dwóch kanałów. Usuń koszty ogólne z równania. Nadal używam wielu rzeczy analogowych i uderzam mixbuss z Massive Passive i Smart C1 i robię wszystko tak samo, ale w mniejszym miejscu. Zawsze pracowałem w ten sposób. Duże studio jest świetne do nagrywania perkusji lub zespołu, ale duża część tworzenia nagrania to overdubbing z indywidualnymi osobami, nagrywanie wokali i miksowanie. Jako artysta, mikrozarządzanie swoim budżetem jest niezbędne do przetrwania.
Glenn: Dlaczego więc teraz Wirginia?
Bob: Nie przyjechałem tu dokładnie z zamiarem otwarcia studia, ale to naprawdę miało sens, gdy zrozumiałem tę scenę. Jest tu wielu artystów, dużo surowego talentu, więc to było dość logiczne i naprawdę konieczne działanie. To właśnie w tym momencie Twoje pułapki wchodzą do gry, zrobiły ogromną różnicę w tym nowym studiu. Twoje pułapki basowe naprawdę zdziałały tu cuda…
Glenn: Dzięki Bob, to nie tak, że wymyśliliśmy ten pomysł…
Bob: Tak, ale sprawiliście, że stało się to przystępne cenowo, wiesz? Mam na myśli, że badałem ten temat przez lata i zanim Was znalazłem, zawsze chodziło o pieniądze, aby porządnie wyposażyć małe pomieszczenie kontrolne, kilka lat temu kosztowało to jak pięć tysięcy. Trudno w końcu podjąć decyzję o rzeczach, które nie wpływają bezpośrednio na sygnał. Łatwo jest kupować mikrofony, przedwzmacniacze, kompresory i wtyczki, ponieważ zmieniają dźwięk elektronicznie. Trudniej jest myśleć akustycznie, zwłaszcza zdawać sobie sprawę, jak bardzo Twoje środowisko monitorowania wpływa na wszystko, co robisz. Więc cena jest głównym motywatorem.
Glenn: wspomniałeś o swoich monitorach…
Bob: Tak, Focal Solo6 i Lavry DA10 też są częścią tego. Przez długi czas używałem Mackies i konwerterów Digidesign, myśląc, że to wystarczy. Kiedy wprowadziłem się do nowego miejsca, szybko zdałem sobie sprawę, że mam problem. Nie jest ono duże, a moim pierwszym zadaniem było miksowanie EP-ki dla nowojorskiego zespołu alternatywnego, Frankopolis. Nagrałem te utwory w naprawdę miłym pokoju Neve, który dobrze znałem, więc wiedziałem, co powinienem słyszeć. Próbowałem to zmiksować i fizycznie słyszałem punkt zamieszania. Więc kupiłem nowe konwertery i monitory i było lepiej, zdecydowanie o wiele lepiej ogólnie, ale nadal punkt zamieszania był w pomieszczeniu, to znaczy, to był pokój. Następnym krokiem było naprawienie pokoju. Wtedy zainteresowałem się waszymi pułapkami basowymi 244 i Monster Bass Traps.
Glenn: Jaka była różnica w twoim pokoju?
Bob: Cóż, przed pułapkami, miałem zamiar kupić Focal Sub, ponieważ monitory, które są małe, nie dawały rady. Twierdzili, że są płaskie do 45 Hertzów lub 40, ale słyszałem tylko do 75 może. Ale jeśli słuchałem z przednich rogów pokoju, słyszałem tylko mocny dół. Więc umieściłem tam pułapki i to było po prostu niewiarygodne. To znaczy, kiedy dostajesz te pułapki, są świetnie zbudowane i wyglądają świetnie w pokoju, ale zanim usłyszałem, co robią, byłem sceptyczny.
Więc umieściłem je tam i zagrałem kilka miksów i ulubionych utworów i miałem wielki uśmiech na twarzy. Pokój się wyrównał, a monitory były zdecydowanie płaskie do 45 hertzów. Punch wrócił do słodkiego punktu, który się poszerzył, obrazowanie nabrało nowego poziomu głębi i szczegółowości. Jest przyjemniej słuchać lub miksować. Wszystko stało się bardziej przyjemne i mniej frustrujące.
Glenn: Jak Virginia wypada w porównaniu do Nowego Jorku?
Bob: W NYC musisz się specjalizować. Jestem dobry w doborze mikrofonów i pracy z wokalami, więc to była moja rola tam. W Virginii musisz być bardziej wszechstronny i elastyczny. W Nowym Jorku jest po prostu o wiele więcej ustalonego porządku. Masz do czynienia z ludźmi, którzy są już głęboko w branży i mają pewien poziom oczekiwań. Tutaj pracuję z nowymi artystami na etapie rozwoju. To młoda scena z niewykorzystanym talentem i energią, jest wiele możliwości. Miło jest przyjechać tutaj z krainy zblazowanych. Masz tu kilka całkiem dużych miast bardzo blisko siebie. Newport News, Hampton, Norfolk, Williamsburg, Virginia Beach, wszystko w promieniu 45 minut. Dostaję tutaj zlecenia na miksowanie i naprawę oraz okazjonalnych artystów z daleka. Ten obszar jest też przedłużeniem Atlanty, która teraz jest na równi z wielką trójką (NY, LA, Nashville).
Glenn: Z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży nagraniowej, co zauważyłeś jako największe zmiany w biznesowej stronie rzeczy?
Bob: Kiedy zaczynałem w latach dziewięćdziesiątych, to wciąż był stary model dużych umów, dużych wydawnictw i dużych studiów. Pracowałem z zespołami nad 4 lub 5 piosenkami, potem lecieliśmy do LA, robiliśmy showcase i podpisywaliśmy kontrakt na siedmiocyfrową sumę. Nawet moja własna psychodeliczna koncepcja zespołu została podpisana z mini-majorem. Działo się wiele, jeśli byłeś zaangażowany w duże studio. Więc pojawił się wspaniały internet i mp3, a przez jakiś czas byłem od tego odizolowany, przenosząc się do Nowego Jorku, jako niezależny inżynier, krążyłem po studiach jak Loho i Chung King, łapiąc jakąkolwiek pracę, która się tam pojawiała. Potem zaczęła się presja i studia zamykały się jak przewracające się domino. Około 2004 roku wróciłem do roli artysty i wyszedłem ze światła biznesowego, ale wydawało się, że około 2006 roku cała branża była w stanie nieważkości. To wszystko jest trochę przefiltrowane przez moją głowę, ale ewolucją było studio domowe. Mam własne studio od 20 lat. Wtedy było to spore przedsięwzięcie, aby osiągnąć jakość i opcje, które teraz są tak tanie i łatwe.
Więc to, co naprawdę się zmieniło dla mnie, to punkt, w którym się angażuję. Gdzie kiedyś było to od podstaw, teraz prawie zawsze klient sam robi nagrania, a potem przynosi materiał do miksowania lub podniesienia na wyższy poziom. Duża różnica to milion małych studiów. Każdy ma swoje małe studio. Dlatego właściwa akustyka pomieszczenia jest tak ważna. To będzie różnica między twoim miejscem a pięćdziesięcioma innymi miejscami na twoim osiedlu.



Share:
Wywiad z Johnem Scripem z Massive Mastering
Wywiad z Chadem Butlerem z Switchfoot